a green field by a river

Rząd czeka, wody kwitną, problem trwa

Polski rząd przegrał sprawę przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w związku z brakiem odpowiednich przepisów ograniczających odpływ związków azotu do wód. Choć wyrok zapadł w 2014 roku, ustawy implementujące unijną dyrektywę azotanową do tej pory nie zostały zmienione. Nowe prawo wodne mające rozwiązać ten problem utknęło na etapie wprowadzania ustaleń Rady Ministrów z listopada zeszłego roku i dalej nie wiadomo, kiedy trafi do Sejmu. Zagrożony jest nie tylko budżet państwa (kary za nieprzestrzeganie prawa unijnego to miliony euro). Ucierpią też nasze skromne zasoby wodne oraz ekosystemy polskich rzek, jezior i Bałtyku.

Azot – sojusznik i nieprzyjaciel

Głównym źródłem zanieczyszczenia środowiska azotanami jest rolnictwo. Rolnicy stosują zawierające azot nawozy sztuczne i naturalne, ponieważ rośliny potrzebują go do wzrostu. Problem pojawia się, gdy nawozu na pole dostarcza się za dużo lub w zły sposób. Rośliny uprawne nie są w stanie go wchłonąć, więc jego związki trafią do wód gruntowych albo powierzchniowych. Tam działają dokładnie tak samo jak na polu, stymulując wzrost. O ile jednak większy plon jest czymś pożądanym, zakłócenie naturalnych procesów biologicznych w wodzie – już nie.

Zakwity jezior, obumieranie rzek i problemy z wodą pitną

Wyciekające do wody azotany powodują tzw. eutorfizację, zwaną potocznie zakwitem. Zjawisko to polega na nadmiernym, niekontrolowanym rozroście glonów i fitoplanktonu. Zużywają one znajdujący się w wodzie tlen, dusząc w ten sposób inne organizmy wodne, takie jak ryby, i odcinając rośliny wodne od światła słonecznego. Natomiast gdy glony te obumierają, ich resztki są pożywką dla produkujących toksyny mikroorganizów. W wyniku tego ubożeje środowisko naturalne a woda przestaje się nadawać do spożycia czy rekreacji. Poprawa jej jakości i stanu tak zdegradowanego ekostystemu wodnego może zająć wiele lat.

Chodzi o skuteczną ochronę wody, a nie o wprowadzanie wybiórczych ograniczeń

Nowe prawo wodne miało przeciwdziałać takim sytuacjom poprzez kontrolę i racjonalizację użycia nawozów. Proponowane przepisy wprowadzają jednak szereg rozwiązań, które obniżą skuteczność nowego prawa i poziom ochrony wód przed zanieczyszczeniem.

Przede wszystkim, ustawa w praktyce pozostawia prawie jedną trzecią ziem uprawnych w Polsce ze szczątkowym systemem ochrony przed nadmiernym nawożeniem. Dzieje się tak, bowiem małe gospodarstwa nie będą zobowiązane dostosować się do jej wymagań.

Marek Szolc z ClientEarth Prawnicy dla Ziemi komentuje: „Celem dyrektywy jest doprowadzenie do sytuacji, w której na pola dostarczane jest dokładnie tyle nawozu, ile potrzeba.To forma dbania o jakość wody, która jest niezbędna do życia dla nas wszystkich i rozwoju ekonomicznego kraju. Zasoby wody w Polsce są bardzo niskie i zanieczyszczając ją, redukujemy je jeszcze bardziej. Przykład smogu – problemu, który ignorowany przez lata wymknął się spod kontroli – powinien stanowić światło ostrzegawcze dla polityków. Woda jest jak powietrze, bez niej nie przeżyjemy.”

Sejm powinien jak najszybciej zająć się projektem nowego prawa wodnego, które ma regulować użycie nawozów w rolnictwie i ograniczać ich odpływ do wód. W innym wypadku będzie to kolejna sprawa dotycząca ochrony środowiska, w której grozić nam będą poważne kary finansowe.

Udostępnij...
Share on Facebook! Tweet this! Share on LinkedIn! Email!

Mabel Amber

Obserwuj nas!

Nasze raporty w Twojej skrzynce!

Wszystkie nowe analizy i raporty prawne ClientEarth można bezpłatnie otrzymywać na swoje skrzynki e-mail.